Yukio Mishima, Umiłowanie ojczyzny

MIshima Yukio

Yukio Mishima, Umiłowanie ojczyzny – opowiadanie o patriotyzmie ?

Nie, absolutnie nie tego spodziewa się nieobznajomiony z literaturą japońską czytelnik, który nieopatrznie sięgnie po opowiadanie Yukio Mishimy Umiłowanie ojczyzny (opublikowane w przekładzie Henryka Lipszyca w antologii Zimny płomień z 2008 r., a wcześniej w antologii Tydzień świętego mozołu). Tytuł wskazuje być może na silny motyw patriotyczny, gdy tymczasem otrzymujemy od Mishimy … apoteozę seppuku jako honorowej śmierci żołnierza z pięknymi scenami erotycznymi w tle. Wybuchowa mieszanka, do tej pory niespotykana w literaturze, wpleciona, zamknięta w kunsztownej frazie pięknego stylu pisarza okazała się doskonałą receptą na sukces literacki. Opowiadanie – które zresztą sam Mishima sfilmował po 5 latach od publikacji, w 1966 – stało się jednym z najważniejszych spośród krótkich utworów prozatorskich literatury japońskiej XX wieku. I jednym z najpiękniejszych, choć do dzisiaj szokuje zachodniego czytelnika.

Porucznik Takeyama Shinji – archetyp wojownika owładniętego Wielką Sprawą

Mishima opublikował swoje opowiadanie w 1961 w wydawnictwie 中央公論社 Chūōkōronsha. Oryginalny tytuł utworu, 『憂国』 Yūkoku (a nie: 愛国 aikoku ‘patriotyzm’) ewokuje obraz zatroskanego o sprawy swojej ojczyzny wojownika, samuraja, żołnierza (również o sprawy małej ojczyzny, ledwie hanu – bo przecież słowo to używane było już w okresie wojen domowych sengoku). Istnieje w języku japońskim wyrażenie 憂国の士 yūkoku no shi – w okresie Sengoku był to samuraj, nierzadko rōnin, gotowy do poświęcenia wszystkiego dla swojej ojczyzny. Taki samotny wilk. A w czasach współczesnych Mishimie? 憂国の士 to człowiek owładnięty misją, wielką sprawą (słowo 大義 jako najważniejsza powinność, kwintesencja Drogi, honoru i wszelkich innych wzniosłych uczuć pada w opowiadaniu wielokrotnie), który dla ojczyzny nie tylko nie zawaha się zapłacić każdą cenę, ale również dokonać każdego czynu, jeśli tylko uzna, że kraj jest w potrzebie.

Nie ulega wątpliwości, że sam Yukio Mishima postrzegał siebie jako takiego wojownika za Sprawę – terrorystę, gotowego zrobić wszystko dla cesarza (a raczej, jak sam Mishima przyzna, dla jego własnej wizji cesarza). Tak, świadomie użyłem słowa terrorysta – jest taka znamienna wypowiedź Mishimy, skierowana bodaj do Ivana Morrisa, gdzie pisarz stwierdza, iż jego miłość do cesarza musi być dla monarchy rodzajem terroru, ale … taka już jest prawdziwa miłość. A czymże innym, jak nie aktem terroru był ostatni czyn Mishimy, próba zamachu stanu, zakończona seppuku pisarza? Trzeba też wziąć pod uwagę datę napisania opowiadania – ponoć to właśnie rozgrywające się w latach 1959-60 w całym kraju zamieszki przeciwko odnowieniu traktatu o wzajemnym bezpieczeństwie ze Stanami Zjednoczonymi pchnęły Mishimę – z jego narastającą obsesją śmierci – w stronę ugrupowań ultraprawicowych. 

Przewrotność tego opowiadania, taka swoista gra Mishimy z czytelnikiem zasadza się jeszcze na tym, iż to przecież puczystów z 26 lutego 1936 należałoby nazwać yūkoku no shi, a nie porucznika Takeyamę. Jego wybór honorowej śmierci podyktowany jest li tylko znalezieniem się w dramatycznej sytuacji bez wyjścia – pomiędzy uderzeniem na własnych przyjaciół, którzy stanęli po niewłaściwej stronie, a wypowiedzeniem posłuszeństwa armii cesarskiej. Takeyama, wybierając śmierć, ucieleśnia też odwieczne, mające swoją genezę bodaj w czasach wojny Genpei (1180-85) porównanie wojownika do kwiatu wiśni – swoją śmierć trzeba znaleźć w młodym wieku i jak kwiat wiśni odejść nagle z tego świata. W czasach Mishimy, latach 60-tych, dekadzie boomu gospodarczego, prosperity, gdy naród otrząsnął się już z traumy wojennej, wyznawanie takich wartości musiało być anachronizmem – ale taki w końcu był i sam Yukio Mishima.

Mnie osobiście przy każdej kolejnej lekturze tego wspaniałego opowiadania najbardziej przeraża wcale nie realistyczny, a wręcz turpistyczny opis samobójstwa przez harakiri, lecz … zaiste diabelska determinacja porucznika Takeyamy. Ten człowiek się nie waha, nie ma rozterek moralnych, podporządkowany Sprawie realizuje swoją misję do końca z żelazną konsekwencją. A przecież wybrał jeden z najokrutniejszych sposobów skończenia ze sobą – seppuku popełniane bez kaishaku (sekundanta) wymagało niesamowitej odwagi, wytrzymałości i hartu ducha. Wydawałoby się, że z początku trochę papierowa postać porucznika Takeyamy, w obliczu śmierci zyskuje głęboko ludzki wymiar – jednego tylko nie znajdziemy w rysie głównego bohatera: strachu.

Reiko – w drodze ku śmierci chwytać chwile piękna

Młodziutka, 23-letnia żona porucznika Takeyamy, Reiko ma przeznaczenie wpisane w swoje życie od momentu wyjścia za mąż za oficera. W czasie nocy poślubnej porucznik kładzie między nich katanę i Reiko już wie, że od tej pory w ich życiu Eros i Tanatos będą tańczyć szalone tango. Nawet w chwilach upojnego seksu śmierć spogląda na nich z kąta. 

Jest bezgranicznie posłuszna swojemu mężowi i zgoda, by popełnić razem z nim 心中 shinjū (samobóstwo we dwoje) przychodzi jej bardzo naturalnie. Ale jako kobieta, Reiko wniesie do tej ich swoistej michiyuki (drodze ku śmierci – łatwo tu dostrzec nawiązanie do konwencji kabuki, gdzie kochankowie wybierając samobójstwo we dwoje udawali się w podróż do miejsca popełnienia tego czynu i ta podróż stawała się główną osią dramaturgii przedstawienia) odcienie czułości, dobroci, miłości. Michiyuki Reiko Takeyamy i jej męża zaklęte jest w ostatnich, wspólnie wykonywanych czynnościach, o jakie małżonkowie musieli zadbać, zanim ktoś miał znaleźć ich martwych – w tej zwykłej, ale przecież niezwykłej krzątaninie widać wzajemne oddziaływanie przeciwstawnych sobie emocji. Z jednej strony olbrzymie napięcie w oczach, twarzy Shinjiego, z podskórnie czającą się brutalnością i przemocą czynu, którego zamierzał dokonać. Z drugiej strony pożądanie i czułość, jaką do samego końca obdarzała swojego męża Reiko. A gdy wydaje się już, iż śmierć spowiła swoim całunem wszystko, to właśnie Eros odnosi zwycięstwo – Reiko składa ostatni gorący pocałunek na martwych, zsiniałych wargach swojego męża. 

Ale czy Reiko zdecydowała się na swój czyn powodowana li tylko bezgranicznym posłuszeństwem (wszak napisała w liście pożegnalnym do swoich rodziców, że “nadszedł dzień, który dla żony żołnierza musiał nadejść”), czy wręcz ogromną miłością? Nie sądzę. Otóż, znajdujemy tutaj zarys motywacji, rozwiniętej szerzej w późniejszym o 4 lata dramacie Madame de Sade. Tam tytułowa postać, markiza Reneé de Sade w ostatnich scenach III aktu stwierdza, iż jej mąż – Alfons – zbudował katedrę z występku, ze zła. Stworzył ze zła formę idealną, przetworzył je w piękno, zbudował tylne schody do nieba. Ale czyż w Umiłowaniu ojczyzny porucznik Takeyama nie tworzy podobnej katedry z honoru? Nie musiał umierać, nie musiała umierać jego żona. Rzecz jasna, wypowiedzenie posłuszeństwa w żadnej armii świata nie jest dopuszczalne, ale niejeden na jego miejscu uderzyłby nawet na swoich dawnych przyjaciół – wszak był czynnym oficerem, wypełniłby tylko rozkaz. Warto jeszcze tutaj dodać, że Mishima narzuca dla podkreślenia dramaturgii czarno-białe wartościowanie czynu rebeliantów. Prawda historyczna jest trochę inna – do momentu wydania rozkazu cesarskiego o stłumieniu rebelii puczyści mieli spore poparcie w kręgach wojskowych. Dopiero gniewna postawa Hirohito, który od samego początku określił powstańców mianem buntowników przeważyła szalę.

 I jeszcze ta metaforyka Mishimy. Reiko odchodzi z tego świata wierząc, że już za moment zakosztuje (w oryginale: poczuje na swoim języku) smaku Wielkiej Sprawy, w którą tak święcie wierzył jej mąż. 

9 lat po opublikowaniu tego opowiadania Yukio Mishima sam wcielił się w yūkoku no shi, wojwnika Wielkiej Sprawy i po nieudanej próbie zamachu stanu dokonał spektakularnego seppuku na balkonie dowództwa Sił Samoobrony w tokijskiej dzielnicy Ichigaya. Parafrazując Reneé z dramatu Madame de Sade, umysł, który napisał Umiłowanie ojczyzny nie był umysłem człowieka. Był umysłem … Yukio Mishimy.

 
Krzysztof Wojciech Olszewski

Japonista, literaturoznawca, kulturoznawca, tłumacz. 27 lat temu kości do gry zdecydowały o wyborze mojego kierunku studiów i nigdy później tego nie żałowałem. Azja pochłonęła mnie bez reszty. Od kilku lat aktywnie propaguję w sieci kulturę Japonii, język i literaturę japońską i o tym będę pisał na tym blogu.

Skomentuj

oczamijaponisty
x Shield Logo
This Site Is Protected By
The Shield →